Tydzien temu bylam biegac. Wzielam ze soba swojego najwierniejszego przyjaciela o imieniu Baca. Napewno zdarzyliscie sie domyslec, ze to moj piesek. Na poczatku bylo wszystko w jak najlepszym porzadku. A ze to jeszcze nie koniec zimy, moj Matthias prosil mnie, zebym naszego pieska miala caly czas na smyczy. Chodzi o zwierzyne w lesie, ktora jeszcze nie do konca wybudzila sie z zimowego snu. Tak wiec tez uczynilam, przez prawie 50 minut mialam Bace na smyczy. Gdy dobieglismy do rzeki Havel, postanowilam go na krotko uwolnic, zeby napil sie wody. Nie wzielam pod uwage tego, ze ta bestia ma super wech i zamiast pojsc w strone rzeki, zeby ugasic pragnienie, zrobil mi niespodzianke i pobiegl w przeciwnym kierunku. Na poczatku nie wiedzialam o co chodzi! A on wyczul zajaca i pobiegl za nim. Slyszalam w lesie tylko krzyki, ktore byly przerazliwe. Gdy do tego miejsca dobieglam, bylo juz za pozno! Zajac lezal niezywy, to byly jego ostatnie podrygi. Bylo mi bardzo przykro z tego powodu. Biedny przezyl taka zimna, sniezna zime. Walczyl o przetrwanie, szukal jedzenia, z ledwoscia mu sie udalo, przetrwal do 1 marca. Mam wyrzuty sumienia, slysze krzyk tego zajaca . Moj pies dostal odemnie lanie, tego dnia nie dalam mu nic do jedzenia. Zasluzyl sobie na taka kare. Dzisiaj mysle ze, to nie jego wina. Przeciez ja jego wzielam z tym instyktem z Polski. Winny jest temu pierwszy wlasciciel, to on nie dawal mu nic do jedzenia. To moj Baca musial walczyc o przetrwanie, dzieki niemu (mam na mysli pierwszego wlasciciela, mojego psa), jest taki, a nie inny. Ja Bace, juz nigdy nie oducze, tego co zle. On sie zawsze chwali, tym co w lesie upoluje. Biegnie za mna, tak dlugo az mnie dogoni i rzuca mi swoja zdobycz pod nogi.
6.03.2010

